Following '48, when the PPR, the Polish Worker's Party and PPS, the Polish Socialist Party, joined forces, the country became completely sovietised. There was one other moment that I forgot to mention that put me off painting but which I ought to add. It was when we, who believed that reality needed to be presented, that those things we had behind us, the war we had been through needed to be represented, suddenly learned that this wasn't important at all. Some artists arrived from Warsaw bringing with them an imitation of Soviet art and suddenly it transpired that this was what mattered, this was the art the authorities expected us to produce. We were thoroughly disillusioned. I realised that there was nothing left for me here to pursue, and I think it was one of the reasons why I left art school without much regret although I wasn't very enthusiatic about joining the film school. Of course it was fantastic that the film school, that I suddenly found myself by a camera. The camera was the embodiment of the 21st century. It was a fantastic thing, a thrilling invention in itself. There was no instrument that was more modern than this one, and we could feel it. In this respect, I felt that I was in the right place, where I ought to be. But what was this camera supposed to express, what was it relating? I have to say that here I was to be disillusioned. One the one hand, I saw a battle, a real battle. Because in our naivety, we at the School of Fine Arts had simply been enthusiasts of an unexpressed reality whereas at film school a group of students simply wanted to have real authority through the basic Party organisation which influenced everything that happened in the school through the youth organisation, ZMP, which arranged our evening sing-a-longs, shows and other events that were a parody of the things that we'd had in mind when we'd involved ourselves in social activites at the School of Fine Arts.
Po '48 roku, kiedy PPR – Polska Partia Robotnicza i PPS –Polska Partia Socjalistyczna połączyły się razem, nastapiła totalna sowietyzacja kraju. Jeszcze może jeden moment zniechecający do malarstwa, o którym zapomniałem, a który tutaj jednak powinienem dodać, to był fakt, że nagle my, którzy uważaliśmy, że trzeba przedstawić rzeczywistość, że trzeba przedstawiać to, co jest za naszymi plecami, tę wojnę, z czegośmy wyszli – nagle dowiedzieliśmy się, że w ogóle nie o to chodzi. Przyjechali malarze z Warszawy, którzy przywieźli ze sobą razem taką imitację sowieckiego malarstwa i nagle okazało się, że to ma być to o co chodzi, że to ma być właśnie ta sztuka, której władza oczekuje. No to to już było totalne rozczarowanie dla nas. To już zrozumiałem, że tutaj już nie mam czego szukać i myślę, że to był też jeden z powodów, dla których rozstałem się z Akademią bez większego żalu, chociaż przyszedłem do Szkoły Filmowej bez większego entuzjazmu. Oczywiście, że to było fantastyczne, że Szkoła Filmowa, że stanąłem nagle przy kamerze. Kamera była uosobieniem jakiegoś XXI wieku. Była czymś fantastycznym, wynalazkiem w ogóle samym w sobie jakimś porywającym. Nie było narzędzia bardziej nowoczesnego. I to się czuło. Mieliśmy poczucie pod tym względem, że jestem w tym miejscu gdzie trzeba. No ale co ta kamera miała wyrażać, co ona miała opowiedzieć? Tu muszę powiedzieć, że czekały mnie rozczarowania. Z jednej strony właśnie zobaczyłem walkę, prawdziwą walkę. Bo my w swojej naiwności w Akademii Sztuk Pięknych po prostu byliśmy jakby entuzjastami jakby rzeczywistości niewyrażonej, a w Szkole Filmowej grupa studentów po prostu chciała prawdziwej władzy poprzez podstawową organizację partyjną, która miała wpływ na to, co się w szkole działo. Poprzez młodzieżową organizację ZMP, która organizowała nasze śpiewy wieczorne, jakieś akademie, jakieś rzeczy, które były parodią tego, o czym my myśleliśmy, angażując się jakby w dzialalność społeczną w Akademii Sztuk Pięknych.