So that's how it was, life began somehow, it was a bit odd but trade unions started up straight away. There were lots of them, these trade unions. The head of all of these unions was the leader of the printer's union whose name was Klok. There were Bund unions and communist unions, left-wing zionists and right-wing zionists, all kinds of parties and so these unions began to organise themselves. They began to organise a kitchen for their members. They were given oats by Żytos, that social committee, they got these oats and made soup out of them although the soup had bits in it because the oats were still in their husks. It was horrible but this is what they made, and sometimes it was the only food these people had. There was no work. It was only later that these unions began to set up cooperatives, there were 400,000 people, at first there were Jewish businesses that somehow existed although the Germans immediately set up treuchanders so this was already German property but it still functioned. Within this framework, larger or smaller, there was some work. There was a huge warehouse storing paper on Miodowa Street, at 25 Długa Street in the same place as the municipal cinema. It was a vast paper factory, and Rozowski worked there. There was a fire there but paper doesn't burn well and there were different kinds of paper there so we took the paper for our newsletters from there. The sheets were very thin, like tracing paper and they were white. "The Bulletin" was printed on white paper and the youth newsletter was printed on yellow paper, so that's where we got it from until the Germans eventually took it away, but by then we had a big stock of paper because we'd taken it from there. The owner wasn't there, he'd gone away. He must have been the only worker who'd remained there until the treuchanders appeared and took it all. He was in charge, the boys would come along and take away reams of paper and so we had stacks of it hidden, enough to last us for the entire war. At first, these trade unions formed the basis of our social life because in addition to giving out food, those kitchens created a kind of social centre for these people so that they could meet and work. At the time, the Germans were capturing people, sending them into forced labour, beating them in the streets, it was already dreadful by then, they usually took them to the Zachodni train station and ordered these people they'd caught in the streets, young and old alike, to unload goods trains full of iron or wooden planks. The terror started from the very beginning.
No i tak to było, jakoś się zaczęło to życie, jakoś dziwne, ale od razu zaczęły się organizować związki zawodowe. Było ich dużo, tych żydowskich związków zawodowych. Szefem tych wszystkich związków był taki przewodniczący Związku Drukarzy, nazywał się Klok. Tam były bundowskie związki, komunistyczne związki, syjon lewicy, syjon prawicy, różne partie miały tam tego... i te związki się zaczęły organizować. Zaczęły organizować dla swoich członków kuchnie. Dostawało z tego Żytosu, z tej komisji społecznej jakiejś tam... to się nazywało... owies dostawali, gotowali taką zupę plujkę, bo ten owies nie był łuskany, bo manna kasza jest z tego, ale to było razem z tymi łuskami. Okropne to było, ale to gotowali i to było czasem dla ludzi jedyne pożywienie. Nie było żadnej pracy ani nic. Dopiero potem te związki zaczęły robić. Przecież to było 400 tysięcy ludzi. Zaczęto robić spółdzielnie, jeszcze na początku były żydowskie przedsiębiorstwa, które jakoś istniały. Wprawdzie Niemcy natychmiast ustalili tam freuchenderów, czyli że to było własnością już niemiecką, ale to jeszcze działało w tym samym... w tych samych, że tak powiem, ramach, mniejsze większe, ale gdzieś była praca.
Na przykład był taki skład papieru wielki na Miodowej, na Długiej 25 – tam, gdzie było kino miejskie. To była wielka firma papiernicza i tam pracował Rozowski, tam był pożar wprawdzie, ale papier się źle pali i tam były różne takie papiery, więc stamtąd wynosiliśmy papier na gazetki. To były takie cienkie stronniczki, takie przebitki, jak to się mówiło, były koloru białego. Biuletyn wychodził na białym, młodzieżowa gazeta na żółtym, tak że różnie to się stamtąd wynosiło, aż w końcu zabrali to Niemcy, ale myśmy mieli duży zapas papieru już wtedy, bośmy wynieśli. Właściciela nie było, właściciel wyjechał. On był jedynym pracownikiem chyba, który tam został i wobec tego, że on tym... dopóki nie przyszedł ten freuchander i wszystko zabrał. On tym zarządzał, więc przychodzili chłopcy, wynosili te ryzy papieru i mieliśmy schowane kupę papieru na całą wojnę właściwie. Więc te związki zawodowe na początku były podstawą życia społecznego właściwie. Bo te kuchnie poza tym, że dawały jeść, tworzyły jakieś centrum społeczne dla tych ludzi, dla kontaktów, dla możliwości pracy. No i wtedy przecież Niemcy strasznie łapali, brali do pracy, bili na ulicach, było przecież już okropnie wtedy. Prowadzili przeważnie na Dworzec Zachodni, tam kazali rozładowywać pociągi jakieś z żelazem, z deskami, i to z łapanki ludzi starych, młodych wszystko jedno. Więc to już było... był ten terror już, się zaczął od razu.