Przed odjazdem do wojska, w takim poczuciu bezradności, że za chwilę pojadę do wojska, a ten proces wisiał nade mną, straszny. Napisałem list do Berlinguera otwarty. To była straszna awantura, czy w ogóle, czy do Berlinguera, czy ja. Straszna awantura, ale ja się uparłem. Na pewno bym ustąpił, normalnie, gdybym zostawał, no bo może by kto inny powinien to napisać, może Pieńkowski, może nie do Berlinguera? Ale była to taka sytuacja, że ja wyjeżdżałem i to było ostatnie, co mogłem zrobić i nie miałem żadnej gwarancji, że ktoś tu coś zrobi, takie ja miałem zawsze poczucie, że mam właśnie jak jest coś do zrobienia, to zrób to, co nie zawsze było słuszne, ale czasem bardzo. Otóż wymyśliłem wtedy, że do Berlinguera, bo oni byli w takim ostrym zwarciu z Chadecją – przedwyborczym. I jeśli Berlinguer nie złapie mojej piłki, to złapie mu ją Chadecja i wrzuci do bramki. No i napisałem list: "Zwracam się do Pana jako do przywódcy partii robotniczego w swoim kraju, jako do człowieka, który głosi program socjalizmu z ludzką twarzą w obronie. Zwracam się o obronę polskich robotników torturowanych, bitych, więzionych, głodzonych, lżonych w prasie, radiu i telewizji". I tak tam dalej opisywałem sprawę, opisywałem proces i wszystko co się zdarzyło, wydarzenia. To już były minuty także już nie było czego... normalnie myśmy te sztuki robili straszne z wysyłaniem na Zachód, strasznie skomplikowane. A tu nie było co robić żartów, ja zaprosiłem do siebie dziennikarzy, dałem im ten list. Rzeczywiście portki miałem pełne strachu. Bo po raz pierwszy takie numery się robiło. W dodatku jeszcze w ostatniej chwili później przybiegł ten korespondent Ansy i osobno mu to tam daliśmy, przetłumaczyła mu to Maryna, to żeśmy mu dali – poleciało. Na szczęście, bo okazało się, że wszyscy inni dziennikarze tego nie puścili i puścił ten z Ansy, a ja pojechałem do wojska. W pierwszą niedzielę przyjechała do mnie Grażyna i mówi: "Opowiem ci co narozrabiałeś. Gdzie się otworzy radio, to wszędzie, wszyscy na ten sam temat". Ooczywiście, stało się tak jak miało się stać. I Chadecja, i komuniści, i wszystkie ugrupowania i na całym świecie ten list zaczął walczyć i w jakiś niecały tydzień potem zobaczyłem w... w Polityce list, Gierek zwrócił się do sądu, żeby im złagodzić i tego i ich puszczono od razu. I miałem takie poczucie – jedyny raz w życiu, takie miałem poczucie, że po prostu bezpośrednio, materialnie wypuściłem ludzi z więzienia – siedmiu, którym groziły najwyższe możliwe wyroki.
Before I left to join the army with a feeling of helplessness because I'd be off joining the army shortly while this court case was hanging over me - it was terrible. I wrote an open letter to Berlinguer. That was a terrible row, to Berlinguer or me. A terrible row, but I insisted. I would normally have given in if I'd been staying behind because maybe someone else ought to have written it, maybe Pieńkowski, perhaps not to Berlinguer? But in that situation, I was leaving and this was the last thing I was able to do and I had no guarantee that anyone would do anything, I always had this feeling when there was something that needed doing that I should do it, which wasn't always right but sometimes it was very. I decide then to write to Berlinguer because they were at logger heads with the Christian Democrats prior to the elections. If Berlinguer wouldn't catch the ball I was passing to him then the Christian Democrats would and they'd put it in the back of the net. 'I turn to you as the leader of the worker's party in your country, as to a human being who proclaims the socialist programme with a human face. I turn to you asking for the protection of Polish workers who are being tortured, beaten, imprisoned, starved, insulted by the press, radio and television.' And I went on like this to describe the whole matter, I described the trial and everything that happened, all the events. There were only a few minutes left and I couldn't do this... normally, we used to do these numbers along with sending information to the West, very complicated. But there was no time for messing about, I invited journalists to my home and gave them this letter. I was scared witless because it was the first time I was doing something like this. On top of that, the correspondent from Ansa turned up at the last moment and we gave it to him separately with Maryna translating it for him and so we gave it to him - and it went. Just as well because it turned out that none of the other journalists released this and only the journalist from Ansa did, while I went off to join the army.
On the first Sunday, Grażyna came to visit me and said, 'Let me tell you what you've done.' Whichever radio station you listen to, everyone's talking about the same thing. Of course, things had happened as they were supposed to have happened. The Christian Democrats and the communists and all the other political groups throughout the world - this letter began to fight, and less than a week later I saw in... in Polityka a letter, Gierek had turned to the courts requested that their sentences be relaxed and so they were released staright away. And I had the feeling, the only time in my life that I had this feeling, that I had directly, materially released people from prison - seven of them, who'd had the severest possible sentences.