When I was in prison in Mokotów, news reached me quite early on about the boycott of TV and radio which was quite unpleasant for me when I heard on the radio – there's a radio in the hospital wing – I heard people whom I never expected I would hear in this situation. I didn't know much about this because while you're on remand in Mokotów, you're very isolated and it's hard to break through that isolation until you have visits from your family and solicitor. From everything I learned after leaving prison, this boycott of the radio and TV played a massive role in providing people with moral support, in sustaining the hope that when other people saw the example of the struggle and the sacrifice of those who were involved in the boycott, they would then feel in some way obliged to do something themselves. As soon as I had my first visits I realised that the most influential people at that time, at least in Warsaw – in the part of Warsaw that I could have any contact with through the visits I had from my wife and my solicitor, Jan Olszewski – that the most influential people were actors, the people best liked by anyone who had any sympathy for the opposition. It came as a great surprise to me that this group of people was capable of such a wide-reaching and effective boycott. There was a slight problem in that I came to hear of, at times, damaging behaviour of the less enlightened press, where a journalist would see something on television that dated back several years but would rush off to copy it and to announce that a certain actor was a collaborator, whereas perhaps the opposite was true. Still, these kinds of mistakes, of surprises, of foolishness used to happen.
Gdy siedziałem w więzieniu na Mokotowie, dosyć wcześnie do mnie dotarła wiadomość o bojkocie radia i telewizji, co zresztą wiązało się dla mnie z pewnymi takimi nieprzyjemnościami, jak to, że przez radio – na bloku szpitalnym jest radio – słuchałem osób, których bym się nie spodziewał, że będę miał okazję usłyszeć w tej sytuacji; ale niewiele wiedziałem na ten temat, bo jednak areszt śledczy w Mokotowie jest miejscem dużej izolacji, trudnej do przełamania, póki się nie ma widzeń z rodziną i adwokatem. Ze wszystkiego co wiem, po wyjściu już, to ten bojkot radia i telewizji odegrał kolosalną rolę moralną dla zachowania postaw ludzkich, dla zachowania nadziei na to, że ludzie widząc w tych, którzy podejmowali bojkot, pewien wzór wyrzeczeń i walki, sami się czuli jakoś zobowiązani do – w innym wymiarze i w inny sposób – robienia czegoś. No, od razu przy pierwszych widzeniach zorientowałem się, że największymi autorytetami w tej chwili, przynajmniej dla Warszawy – tej części Warszawy z którą przez widzenia z żoną i z adwokatem Janem Olszewskim mogłem mieć kontakt – że największymi autorytetami stali się w ogóle aktorzy. Najbardziej umiłowanymi ludźmi dla wszystkich, którzy mieli przynajmniej jakiekolwiek sympatie do opozycji, stali się aktorzy. Dla mnie było to zresztą wielka niespodzianka to, że to środowisko się zdobędzie na tak szeroki i tak skuteczny bojkot. No trochę kłopotliwe było to, że też zaczęły mnie dochodzić głosy o czasami krzywdzących różnych posunięciach jakiejś mniej zorientowanej prasy, gdzie dziennikarz widząc puszczony w telewizji jakiś kawałek sprzed iluś tam lat, czym prędzej biegł do powielacza i ogłaszał aktora, którego zobaczył, kolaboracjonistą, gdzie może było wręcz odwrotnie. No, ale takie pomyłki, niespodzianki, głupoty zdarzały się.