One day, they brought us a good looking boy. He had one eye here and the other here.
[Q] His name was Kopka.
No it wasn't.
[Q] It was Włodek Kopka. Never mind.
He was this professor's son. So they brought him but it was strange, it does sometimes happen with hyperpituitarism with a hyperactive pituitary gland with one eye here and the other... but this boy was as strong as an ox and suddenly his eye did this. So we decided that he had basal artery thrombosis but this should have been treated by a neurologist. How were we supposed to treat something like this? How? Who could treat this? The greatest doctor is an internist because he looks at it, and although it's neurology, that, too, used to be a part of internal medicine. However, neurology is the kind of thing where nothing can be cured so if you pass something over to the neurologist, it means that he's already resigned to failure because no neurological condition has so far been cured. So we began treatment. Our treatment was very unorthodox and inappropriate. We did everything back-to-front. But after three, four days his eye began to improve and after a couple of weeks it was back to normal. He was on the resuscitation ward for all of that time because we were afraid that as soon as he'd get up he'd develop a blood clot in his brain, but he managed very well. While he was there, he fell in love with one of the nurses, he didn't marry her but it was a very great love and they made the most of it in that resuscitation room because when there were no other patients, it was just the two of them alone together and so they had a great time. His name began with a B, he was the son of a professor. I saw him, he was a handsome boy, and he was normal, healthy. We had a colleague working with us whose husband was the greatest neurologist in Łódź and he came to see the effects of our handiwork. He said: 'You're not neurologists so I'll keep quiet because if he'd come to us, he'd have died long ago.' So this was the sort of thing that happened with us. Unfortunately, you need to take big risks.
Więc któregoś dnia przystojny chłopak taki... przywieźli do nas i ma jedno oko tu, a drugie oko tam.
[Q] Kopka.
Co?
[Q] Kopka się nazywał.
Nie.
[Q] Kopka Włodek, oczywiście. No nieważne, nie ma znaczenia.
Nie, to syn tego profesora to był.
[Q] Dobra, nie ma znaczenia przecież.
Wszystko jedno. No i przywieźli... jedno oko tu, drugie oko... no coś dziwne, no zdarza się czasem w nadczynności tarczycy, w nadczynności przysadki takie coś, takie kuku na muniu, że jedno oko, drugie, ale coś chłop jest zdrowy jak byk i nagle ma takie oko. No i wymyśliliśmy, że ma zakrzep tętnicy podstawnej mózgu, ale neurolog to ma leczyć. To powinnien leczyć neurolog. No ale jak leczyć taką rzecz? No jak leczyć? Kto to może leczyć? No, największym doktorem jest internista, bo on patrzy na to, a że to jest... Neurologia kiedyś też była kawałkiem interny, ale neurologia jest taka rzecz, że się nic nie daje wyleczyć, więc dać neurologowi do ręki to znaczy, że on jest z góry zrezygnowany, bo żadnej choroby neurologicznej jeszcze nie wyleczono. Więc zaczęliśmy leczyć.
No, leczyliśmy bardzo nietypowo, tak jak nie trzeba. Wszystko na odwrót. Ale po trzech, czterech dniach to oko zaczęło się wstępować i po paru tygodniach oko było normalne, on leżał cały czas na 'R', bośmy się bali, że jak dostanie tu zakrzep w mózgu, ale on sobie bardzo dobrze radził. Zakochał się tam w pielęgniarce, nie ożenił się, ale miłość była wielka i się bardzo tam kochali na tej 'erce', bo jak nie było chorych, to oni byli we dwójkę tylko, więc im się dobrze powodziło. On się nazywał na B, syn profesora. I ja go widziałem jeszcze to piękny chłopak, i nic, normalnie zdrowy. To był... U nas koleżanka pracowała, która miała męża, największego neurologa w Łodzi i przyszedł ten neurolog zobaczyć efekty naszej pracy i powiedział: 'Wy nie jesteście neurolodzy, to ja się nie odezwę, bo on by u nas dawno zginął'. Takie mieliśmy numery. Trzeba dużo ryzykować, niestety.