And so after the successful strikes and the agreements in Gdańsk, Szczecin and Jastrzębie, Solidarity began to organize itself. It wasn't yet called Solidarity, the name came a bit later but a new trade union began to organise itself and that was something quite unique, what was happening, in short, within a few weeks a movement was formed with millions of members. At first, it didn't even have anywhere to meet and in the beginning, it would meet in private premises. It had no material foundations nor did it have any leaders or organisers because for such a huge movement, there were too few people who had experienced being in KOR [Komitet Obrony Robotników (Workers' Defence Committee)] and besides, that movement was too big for their experience, their capabilities, even their imagination despite which, this movement organised itself with exceptional efficiency and in every workplace, huge organisations began to be formed comprising 95, 90... over 95% of the workforce, and it turned out that this was somehow working, it was hanging together. I think the people involved in this were as amazed by it as were the authorities. After a while, when the organisers from the whole of Poland had gathered in Gdańsk, following some disagreements about a variety of issues, some of which weren't fundamental and were about less important things like the name, it turns out that it was going to be called Independent, oh, what is it called... Independent Self-Governing Trade Union Solidarity, NSZZ ‘Solidarność’. This name didn't come out of nothing, the bulletin issued by the shipyard during the strikes was called Solidarność – I have to say that the people who published it were from KOR, and ‘solidarity’ was always a word that we liked and appreciated.
No i tak po zwycięskich strajkach i zawarciu porozumień w Gdańsku, w Szczecinie, w Jastrzębiu, zaczęła się organizować „Solidarność”. Jeszcze to się nie nazywała „Solidarność”, nazwa przyszła odrobinę później, ale zaczął się organizować nowy związek zawodowy i to było coś niezwykłego, co się działo. No, krótko mówiąc w parę tygodni powstał wielomilionowy ruch, który nie rozporządzał z początku nawet lokalami, działo się to na samym początku nawet w prywatnych lokalach, nie rozporządzał żadną bazą materialną, właściwie nie rozporządzał też kadrą przywódczą, organizatorską, bo ci ludzie, którzy przeszli przez jakieś doświadczenia KOR-owskie... było ich za mało na tak wielki ruch, a zresztą to też ten ruch już przerastał ich doświadczenia, ich możliwości, ich wyobraźnię nawet, a mimo to z jakąś niezwykłą sprawnością ten ruch się organizował, we wszystkich zakładach pracy zaczęły powstawać ogromne organizacje w skład których wchodziły tak 95, 90...więcej niż 95% załogi i okazywało się, że to jakoś funkcjonuje, jakoś...jakoś gra. Myślę, że zarówno uczestnicy patrzyli na to ze zdumieniem, jak i władza patrzyła na to ze zdumieniem. Po pewnym czasie, kiedy organizatorzy z całej Polski się tam zjechali do Gdańska, po różnych tam sporach tyczących, nie tylko spraw bardzo zasadniczych, ale i takich mniej ważnych jak nazwa, okazało się, że będzie się to nazywało Niezależny... ojej, jak to się nazywa, Niezależny Samorządny Związek Zawodowy „Solidarność”, NSZZ „Solidarność”. Nazwa ta zresztą nie wynikła tak nie wiadomo z czego, biuletyn strajkowy stoczni właśnie przybrał nazwę „Solidarność”, a trzeba powiedzieć, że był to biuletyn wydawany przez ludzi z KOR-u i „Solidarność” była jakimś takim w naszym środowisku zawsze słowem mile widzianym, przyjemnym dla nas słowem.