Paryż był dla mnie... ja znałem trochę Paryż, ale słabo, tak że te pierwsze miesiące pobytu w Paryżu to była ogromna ciekawość miasta – chodziłem właśnie bez przerwy na długie spacery po śródmieściu, po Paryżu, po tych centralnych dzielnicach Paryża, a jednocześnie zacząłem pisać. Dość szybko wróciłem do pisania, chociaż na początku miałem trochę trudne warunki mieszkaniowe, bo nie mogliśmy z powodów rozwodu... Moja narzeczona jeszcze nie była rozwiedziona, tak że to skomplikowało sprawę. Nie mogliśmy jeszcze razem mieszkać, bo było dziecko. I mieszkałem bardzo skromnie i nie najlepiej. Ale mimo to zacząłem pisać i to był taki okres dziwnego szczęścia związanego i z, no co tu dużo mówić, z miłością, ale też z Paryżem, w którym byłem. To była taka ekstaza Paryżą, gdzie byłem no przechodniem tylko, nikt mnie tam nie znał, nie... Ale jakoś wtedy w ogóle nie myślałem o tym, że mam być znanym poetą. Zapomniałem o tym po prostu, byłem... byłem szczęśliwy, że... że żyję, że coś się zmieniło, że jestem w tak niezwykłym mieście. Ale także pisałem – to wtedy na początku napisałem jeden z moich zapewne najważniejszych wierszy, Jechać do Lwowa, który dla wielu moich czytelników jest takim może wierszem numer 1 spośród wszystkich moich wierszy. To jest taki wiersz, który ma w sobie i żal z powodu wyjazdu ze Lwowa, ale w tym jest i też żal z powodu wyjazdu z Krakowa. Ten wiersz kumuluje w sobie pewne żale, ale też wybucha jakąś ekstazą, bo taki... I właśnie jeżeli wcześniej mówiłem o tym, że urodziłem się w najdłuższy dzień roku, ale wszyscy się pakowali, tak samo ta podobna sprzeczność jest w tym wierszu – jest rozpacz, bo to jest wiersz o śmierci – śmierci Lwowa, o Shoah, o zniszczeniu, ale też o życiu, że tak jakby to jedno z drugiego wyrastało.
For me, Paris was... I knew it a little but not well so those first few months of my stay there I was fascinated by the city. I went on frequent, long walks through the central Parisian districts and at the same time, I had begun to write. I resumed my writing quote quickly although initially, my living conditions were a bit difficult because we were hampered by the divorce... my fiancée wasn't yet divorced so that complicated the issue. We couldn't live together yet because there was a child involved, so I lived very modestly but not in a good way. But despite that, I began to write and it was a time of a strange kind of happiness associated with, well, there's not much to say, with love but also with Paris where I was. There was a kind of Parisian ecstasy where I was just a passer-by and where no one there knew me. At the time, I didn't think that I would be a famous poet. I'd forgotten all about that and I was just glad to be alive, that something had changed, that I had found myself in such a unique place. But was writing, too, and it was then in those early days that I wrote probably one of my most important poems, Jechać do Lwowa [Going to Lwów] which for many of my readers is possibly my number 1 poem among all the ones I've written. It's a poem expressing sorrow at leaving Lwów but also sorrow at leaving Kraków. This work gathers within it certain sorrows but it also explodes with a kind of ecstasy because as I said before, I was born on the longest day when everyone was packing up to leave, and so in this poem there's a similar contradiction – there's despair because it's a poem about death, the death of Lwów, the Shoah, destruction but it's also about life, how one grows from the other.