Mogę powiedzieć, że dla... dla mnie zmiana z Lublina na Warszawę była jakaś bardzo, bardzo także ciekawa i zaskakująca, chociaż nic mnie specjalnie zaskoczyć nie mogło, bo wiedziałam, że tak będzie. Lublin był mimo wszystko miastem prowincjonalnym, ale jak wspomniałam o pewnej takiej marce kulturalnej, bo wychodziły tam pisma literackie także; ale także... ale to właśnie zestawienie... Sam pobyt, samo mieszkanie w Lublinie miało swoje ogromne zalety. Ja właściwie jestem bardzo zadowolona, że urodziłam się w tym mieście, które było wielokulturowe, wielonarodowościowe, gdzie właściwie jak się nie jest absolutnym łobuzem, to nie można być rasistą, a jako... tylko... tylko rodzi się taki rodzaj kompletnego zjednania i to uważam za bardzo, za... za bardzo wspaniałe, że właściwie tak... tak było, że te wszystkie nacje ze sobą... znakomicie współpracowały, współżyły. No Lublin to było takie widowisko bardzo skupiające bardzo różne warstwy społeczne, tam były bardzo blisko usadzone oddziały wojskowe, wojsko... rycerzy, pojawiali się bardzo często bardzo eleganccy oficerkowie w Lublinie; ale także obok nich... obok nich pojawiali się chłopi ubrani jeszcze wtedy naprawdę na ludowo w taką... w takie wełniaki bardzo piękne – to... to pamiętam – no i oczywiście słychać było mowę białoruską, rosyjską mniej, ale żydowską i taką chłopską gwarę. Trzeba powiedzieć, że tutaj zachowała się także pewna strategia społeczna, bo... bo właściwie ci ludzie o których mówię – to znaczy środowiska żydowskie i... – skupiły się raczej na Starym Mieście. Stare Miasto to była taka... taki związek bogatego mieszczaństwa w sąsiedztwie – co jest bardzo rzadkie – w sąsiedztwie bardzo ubogiej ludności żydowskiej, która handlowala śledziami, handlowala jakimiś jabłkami z kapustą kiszoną, to wszystko były bardzo dobre rzeczy. I gdzie także na przykład mnie posyłano jako dziewczynkę po zakup pieczywa żydowskiego, które było bardzo dobre – to były głównie te cebulowe placki – tak że zapamiętałam je sobie stąd od tamtego czasu.
I can say that for me, the change from Lublin to Warsaw was somehow very interesting and surprising although nothing much could surprise me because I knew what to expect. In spite of everything, Lublin was a provincial town yet, as I've mentioned, it had a certain cultural standing because literary publications were produced there but also, there was this juxtaposition... Just being there, just living in Lublin had huge advantages. I'm very pleased that I was born in that town with its multiculturalism, its multinational population where unless you're utterly bad, you can't be a racist. Instead, it gave rise to a total unification which I consider to be wonderful that this is what happened, that all of these nations cooperated, lived with one another so well. Lublin was a kind of phenomenon which brought together very different social groups. Military units were based very close by, the army... knights, very elegant officers who used to show up in Lublin very often, and alongside them, there were peasants who still wore folk dress, beautiful woolen garments – I remember that and, of course, we heard Belorussian spoken, Russian less frequently, and Jewish and country dialects. I have to say that a certain social strategy was employed here because these people whom I'm referring to – I mean the Jewish population – were mainly concentrated round the Old Town. The Old Town was an amalgam of rich bourgeoisie cheek-by-jowl with the poor Jewish population which traded in herrings, apples with sauerkraut – all of these very good things. For instance, I used to be sent there as a girl to buy Jewish bread which was delicious... these onion baps which I remember from that period.