Pieniądze, pieniądze. Pieniądze szły na aryjską stronę, tam kupowali broń. Michał, Zygmunt, Fridrich, Tosia Altman, Jurek Wilner, Władka Peltel – to byli ci, którzy chodzili na Kiercelak i z niemieckimi żołnierzami handlowali za butelkę wódki czy dwie butelki, ale to było wszystko bardzo drogie. Natomiast jeść trzeba było. Te grupy bojowe były skoszarowane, trzeba było im dać jeść. Nie, że luksusy, ale jeść. Raz dziennie zupę i chleb trzeba było dać? Trzeba było. No więc chleba nie było. Ale były piekarnie. Piekarnie, które kradły mąkę, one robiły wszystko z kradzionej mąki. A tej kradzionej mąki było tyle, że tych chlebów było do cholery i ludzie kupowali. Tośmy powiedzieli piekarzom: 'Nam codziennie 40 bochenków'. Z tej piekarni, z tamtej piekarni, nie mogę ci powiedzieć, czy to było 40 albo 40 w jednej dzielnicy, nie ważne. No to na początku dawali, a potem się namyślili, że nie chcą, bo zdrożała mąka – no nie mogę ci powiedzieć, co było. Nie było rady.
Na ulicy Nalewki była pod numerem 37 piekarnia, duża piekarnia. Nie było wyjścia, trzeba było ten chleb, bo oni kończyli ten chleb piec o 4:00 rano, wtedy była jeszcze godzina policyjna, nie wolno było chodzić, ale myśmy chodzili, bo myśmy mieli te wszystkie przejścia, wiesz, po domach, dachy, piwnice. O 4:00 rano grupa taka bojowa wchodzi, parę pistoletów i mówi do niego: 'Panie właścicielu, dziś od pana się należy, nie wiem, 40 kilogramów chleba'. 'Ja nie mam'. 'Heniek, zabieraj wszystko, on nie ma 40. Weź ile jest, może jest 20, może jest 10, bierz'. To on mówi: 'Panie komendancie, jest 150'. 'Zabieraj!' Wzięliśmy to 50 kilogramów. Od tego dnia... A jeszcze pistolety, nikt nie strzelał, tylko pistolety, puj, puj, puj. Bali się, zabraliśmy i od tego dnia już było wszędzie, we wszystkich... było naszykowane, żeby tylko nie wchodzili. Ciepły chleb. Widzisz, co to jest siła?
The money went over to the Aryan side because that's where they bought the weapons. Michał, Zygmunt Frydrych, Tosia Altman, Jurek Wilner, Władka Peltel, they were the ones who went to Kiercelak and traded with Germans soldiers for a bottle or two of vodka, but all of this was very expensive. And we still had to eat. These militant groups were quartered and needed to be fed. They didn't need luxuries, just food. We had to give them soup and bread once a day, didn't we? There was no bread but there were bakeries which stole flour and everything they baked was made out of this stolen flour. There was so much of this stolen flour that there were shit-loads of bread and people bought it all. So we told the bakers that we needed 40 loaves per day some from this bakery, some from another, I don't know whether it was 40 or maybe it was 40 from one district. That's not important. At first, they'd give us the bread but then they began to think about it and decided they didn't want to give it to us any more because the price of flour had gone up. I can't say what the reason for this was. There was nothing we could do. There was a bakery, a big one, at 37 Nalewski Street. We had no option, we needed that bread. They finished baking it at four o'clock in the morning, there was still a curfew at that time of day and it was forbidden to be out in the streets, but we used the passages between the houses, went over roofs and through cellars. At four o'clock in the morning a militant group arrived with a couple of guns, saying, 'Mr Proprietor, you're to give us 40 kg of bread today'. 'I don't have any!' 'Heniek, take the lot. He doesn't have 40, so take what's there. It might be 20 or 10, just take it all.' So then he says, 'Commander, there are 150'. 'Take them!' So we took 50 kg. From that day - there were the guns, too, although no one fired them, just the guns. They were afraid, we took the bread and from that day on everywhere was the same, the bread was ready for us to take just so long as no one came inside. Warm loaves. See what it means to be powerful.